PustaMiska - akcja charytatywna
Niewypowiedziane słowa są jak czereśnie, które najpierw zginają całą gałąź, a później niezerwane opadają na ziemie i gniją.
RSS
niedziela, 19 lutego 2012

Od jakiś 2 lat dojrzewam. Mam wrażenie że moje buntownicze nastawienie które powinnam mieć kiedy miałam naście lat było uśpione i obudziło sie teraz. Nie jest zaślepione przez hormony i nie jest chaotycznie skierowane byle gdzie. Zauważam dysfunkcje w różnych dziedzinach życia. Czasem mnie one zaskakują i zawsze wyprowadzają z równowagi, ale są też takie które już mnie nie dziwią, raczej sprawiają że czuje pewnego rodzaju rezygnacje z powodu bezsilności.

Dużo myśle o swoim JA.  I to też jest dziwne, bo czy nie powinnam tego tematu przerabiać będąc nastolatką? Ale ciesze sie że robie to teraz. Mam już jakieś doświadczenia, troche więcej rozumu niż kiedy byłam nastolatką, więc może celniej sformułuje to jaką osobą i człowiekiem chce być.

Jestem pewna tego że jestem chodzącą sprzecznością. Chodzącą podwójną naturą.

Z jednej strony potrafie być cyniczna, ostra, może nawet silna. Pyskata napewno, realistką też jestem. Bezkompromisowa w pewnych kwestiach. Ale z drugiej strony cenie sobie stare idee, chce wierzyć w wyższe wartości, w działalność w imie większego dobra. Jestem wrażliwa, ale nie rusza mnie tandetny romantyzm. Potrafie być duszą towarzystwa, ale lubie mieć swoją samotność.

Mam swoją dobrą i złą strone. I wszystko jest dobrze, bo kontroluje obie i wybieram kiedy i która strone wybieram. Potrafie być wredna i złośliwa, ale bywam też do rany przyłóż. Wyrozumiała i emaptyczna.

Potrafie żyć bez faceta, bawiąc sie i przeżywając rozkosze młodości, jednocześnie czekając cierpliwie na uczucie zwane miłością. Umiem być samodzielna, ale zdaje sobie sprawe że chce i czasem potrzebuje pomocy.

Byłam po dobrej i ciemnej stronie mocy i wiem które kwestie są nadal dla mnie wielobarwne/ przepełnione szarością, a które są już tylko czarne i białe.

Zło zawsze będzie złem, dobro dobrem, szare mogą być tylko intencje ludzi i powody ich działalności a także skutki ich poczynań. Np. zdrada zawsze będzie zdradą ( zło ) i zawsze będę temu przeciwna, ale będąc po jednej ze stron i biorąc udział w zdradzie nie moge nie zauważyć szarości. Zachowanie każdej ze stron biorących udział w zdradzie ma swoje przyczyny które jestem w stanie zrozumieć, ale nie musze ich popierać. Nie wiem czy dobrze to wyjaśniłam, więc może inny przykład.

Żona zabija męża ( zło - czerń ), ale robi to bo ją bił. Jestem w stanie zrozumieć, ale nie koniecznie musze sie zgadzać ( szarość ).

Co ciekawe, coraz częściej zauważam że mam zupełnie inne podejście do życia niż moi przyjaciele, znajomi czy rodzina. Moja ścieżka jest inną i nieważne czy wybrałam ją w pełni świadomie czy nie, fakt jest taki że czasem zadaje sobie pytania, czy ja jestem wybitnie mądrzejsza niż moje otoczenie, czy to otoczenie z biegiem czasu głupieje a ja poprostu zauważam tą głupote częściej niż kiedyś. W praktyce jestem realistką, w głębi duszy idealistką.

Nie zawsze sie zgadzam z naszymi konwenansami. Nie lubie gdsy mi sie coś narzuca lub próbuje narzucić, jeśli nie ma to żadnej sensownej podstawy ( np ktoś mi coś co nie jest obiektywną korzyścia dla mnie).

Irytują mnie stwierdzenia typu że do końca studiów to trzeba kogoś znaleźć, bo potem to już ciężko i zwiększa sie ryzyko że zostanie sie starą panną. Nie lubie robić rzeczy które wypada robić, chyba że to rzeczy które wynikają z dobrego wychowania. Nie lubie nie móc mieć swojego zdania. Nie lubie reguł które wkraczają za bardzo w moje życie, ale rozumiem że reguły są potrzebne.

Sądze że mam trudny charakter. Podejrzewam że tylko silny i ogarnięty facet będzie mógł ze mną wytrzymąc i tylko silnego i ogarniętego faceta wpuszcze do swojego serca na dłużej ( o ile jeszcze gdzieś taki istnieje.

Jestem ambitna, ale co z tego jeżeli jestem leniwa ? :P W zależności od sprawy decyduje czy dzisiaj jestem ambitna czy leniwa.

Kłade sie spać z obawą że ta rzeczywitość, ten kraj, ten świat może i stoi otworem, ale ten otwór może być równie dobrze dupnym. Kłade sie z myślami że może moje życie nie będzie takie jakie chciałabym żeby było i że będę kiedyś może musiała sie z tym zmierzyć, ale budze się z myślą że lepiej umrzeć na stojąco niż żyć na kolanach, więc wstaje -żyje dalej, najlepiej jak potrafie, dokonując w moim mniemaniu dobrych decyzji, a nawet jeśli złych to nie boję sie konsekwencji, bo wychodze z założenia że tylko kopniaki w dupe czegoś mnie nauczą.

Dojrzewam. Z pewnością to robie. I wiem że kluczem do sukcesu to żyć w zgodzie ze sobą. Żyć będąc sobą, wg własnych zasad, pozwalając żyć innym. I choć brzmi to naiwnie to będę sie tego trzymać. Ci którzy sie z tym nie zgadzają, albo zostali przemieleni przez życie albo sie wypalili.

15:32, poprostu.aga
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2012

Liczyłam że wszyscy ważniejsi lub mniej ważni ludzi złożą mi życzenia urodzinowe. I w większości tak sie stało ( zrobili to na imprezie lub w dniu urodzin). Liczyłam że Profesor mi złoży życzenia, bo na naszym forum w grze, jest przypomnienie kto ma urodziny w ciągu najbliższych 3 dni. Niestety nie złożył.

Pare dni wcześniej rozmawiałam z J. i twierdził że pamięta o urodzinach ( nie wierzyłam ), ale nawet jeśli pamietał to i tak życzeń nie złożył. Życie.

10 minut przed końcem moich urodzin wysłałam Profesorowi prezent, który mu obiecałam kupe czasu wcześniej, ale albo nie miałam totalnie weny albo czasu, żeby zrobić i wysłać. Wieczorem w urodziny pyknęłam sobie kilka zdjęć takich jak on lubi , wybrałam 2 najlepsze i wysłałam. Na odpowiedź czekałam kilka dni, bo jak sie okazało miał problemy z netem.

Profesor: Co za przywitanie! Po dwudniowej przerwie w życiorysie taka niespodzianka.
Obydwa zdjęcia mieszczą się w ramach udanego prezentu, ale pierwsze jest rewelacyjne pod każdym względem. Ech, dużo by mówić. Dziękuję.
PS
Tak. Chcę więcej. To źle?...
Ja: Ciesze sie że zdjęcia przypadły Ci do gustu ;) Chętnie poczytam co masz na ich temat do powiedzenia ;) Ps: Czy to źle ? Nie wiem...Ty mi powiedz.
Profesor: Wstyd mi za te urodziny. Było bez szans jeśli chodzi o komputer. W sumie teraz też nie za bardzo mogę działać. Jakoś Ci wynagrodzę. Obiecałem sobie że nie będę marudził więc wytłumaczę się jak już będzie po wszystkim.
Ja: Niepotrzebnie Ci wstyd, gdybyś mógł to napewno byś złożył życzenia, najwidoczniej naprawde nie mogłes i rozumiem to. Nic sie nie stało, w końcu za rok będę mieć kolejne to będziesz miał szanse odpokutować ;) Możesz marudzić, nie przeszkadza mi to, w końcu wiesz jaka bywam wyrozumiała w stosunku do Ciebie ;)
Profesor: Wyrozumiałość. Nie często się przytrafia.Jak tylko się ogarnę nadrobię zaległości.

W takim razie czekam na to aż odrobi zaległości i szczerze mówiąc nie moge sie doczekać, w tamym roku dostałam stripa z tekstem piosenki napisanej przez Profesora, więc jestem ciekawa co tym razem dostane. O ile dostane... :P

21:23, poprostu.aga
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 lutego 2012

W tym roku postanowiłam urządzić małą impreze z okazji 23. urodzin. Miała być Z. ze swoim T., K., J-Z. i M., P., Tikitaki, mój kumpel z LO i studiów Sus no i G. ( zakładając że będzie wtedy w Pzn). Napisałam do większości ponad tydzień przed urodzinami, żeby mieli czas sie zastanowić i dać  mi znać czy bedą mieli czas wpaść etc.

P. miała być, bo w ten weekend akurat miałyśmy zajęcia, J-Z. i M. to wiadomo - mieszkamy razem, Z. i jej T. dali od razu mi znać że będą. Tikitaki też miała być. Najcięższa sytuacja była z K.

Pare dni wcześniej, Z. próbowała sie dodzwonić do K. Nie dało rady. Zła Z. napisała do mnie, że nie podoba sie jej takie traktowanie nas przez K., że nie odpisuje na smsy, albo odpisuje po 3 dniach, nie oddzwania albo nie odbiera. W końcu Z. udało sie dodzwonić do K. Kiedy Z. powiedziała co jej sie nie podoba, na to K. odpowiedziała że nie miała czasu żeby odpisać czy oddzwonić ( taa... odpisanie na smsa to max 2 minuty ), że chce spędzać czas ze swoim nowym chłopakiem T. ( taa.. jak pisałam... odpisanie na smsa to 2 minuty) i w ogóle mnóstwo dziecinnych wymówek. Śmiać mi sie z tego chciało, że tak tłumaczy sie ponoć dorosła kobieta. Nevermind. Napisałam do Z., że jesli K. woli faceta z którym jest miesiąc od przyjaciółek które zna od 15 lat, to ja tu nic więcej zrobić nie mogę. Mogłabym gdybym zawiniła i zachowanie K. było by następstwem moich poczynań, ale skoro ani ja, ani Z. nie zrobiłyśmy nic złego, to z jakiej racji ja mam ciągle wyciągać reke i sie starać o kapke uwagi i czasu ? Byłam zła na K. Napisałam jej smsa dotyczącego urodzin i czekałam na odpowiedź. Ja też musiałam czekać 3 dni. W końcu dostałam wiadomość że sie pojawi. Ok.

Wszystko zaczęło sie sypać w dzień urodzin.

G. nie miał w planach być w Pzn, więc nawet nie pisałam że chce go zaprosić an urodziny, tylko napisałam że jak będzie w Pzn, żeby dał znać, bo można sie spiknąć. Potem odpadła Tikitaki, która stwierdziła że jest zmęczona po swoich zajęciach.
Przesunęłam impreze z 20:30 na 21:00. Napisałam do wszystkich, okazało sie że Sus, jest u nas w mieście, więc go nie będzie na urodzinach. Na dodatek ciśnienie mega podniosła mi K. która napisała że 21:00 to późno troche bo ona chciała wracać ostatnim dziennym tramwajem do domu ( po 22:00). Zapytałam jej : to w takim razie na ile planowała wpaść ? Na godzine ?!? Ona na to że powinnam sie cieszyć, że w ogóle będzie, ponieważ ( UWAGA) jest przeziębiona... Stwierdziłam... aha.. ok.. whatever. Powiedziałam że decyzja w takim razie należy do niej. Potem jeszcze napisała mi czy może wpaść ze swoim T. No myślałam że jebne.

Po to właśnie pisałam do wszystkim ponad tydzień wcześniej żeby uniknąć takich sytuacji i zmian, bo ponad tydzień czasu to wystarczająco by sie zdeklarować czy sie wpadnie czy nie, jeśli tak to czy z kimś czy nie, a ona mi wyskakuje 2h przed imprezą że chce z kimś przyjść. I nawet nie chodziło o to że go nie znam i mam coś do kolesia, ale chodzi o szacunek dla mnie i mojego czasu.Oczywiście nie pomyślała że ja to mogłam inaczej zaplanować, tylko liczyło sie to, że nie można sie rozstać na kilka godzin z nowym chłopakiem... Napisałam że może przyjść pod warunkiem że jeśli pije to K. weźmie dla niego kieliszek, bo nam sie potłukły i musiałam przywieźć z domu i mam odliczoną ilość bo nie wiedziałam że będzie ktoś więcej ( wiedzialam kto będzie pił a kto nie, więc mogłam odliczyć ).

Dalej. P. skończyła zajęcia troche wcześniej ode mnie. Jakiś czas wcześniej ustawiłam sie z P. J-Z. i M. że przez to że ja przyjade na styk imprezy oni uszykuja wszystko. Tzn, poustawiają na stole, bo wszystko było już kupione oprócz alkoholu, który miałam kupić wracając do domu.

Kiedy weszłam na chate, faktycznie J-Z. z P. coś tam ustawiały u mnie w pokoju, ale na wejściu wręczono mi śmieci żebym wyniosła, ok, mogłam to zrobić, ale potem poprosiłam żeby ktoś ze mną szedł po alkohol, bo miałam zamiar kupić kilka flaszek plus popita, więc sama sie nie udzwignę,  na co usłyszałam od P : to najwyżej skoczysz na dwa razy ( najabrdziej mnie wkurwił olewczy ton z nutą uśmiechu na twarzy, kiedy ja wchodze zmarznięta i zmęczona po całym dniu na uczelni).... Wkurwiłam sie tym głupim tektem, ale stwierdziłam że mam wyjebane. Poszłam do M. zapytałam czy on mi pomoże z tym alkoholem. Zgodził sie, ale najpierw nałożył mi na talerz kolacje, bo cały dzień nic nie jadłam i poszliśmy. Na miejscu okazało sie że kasa odrzuca moją karte... a gotówki nie miałam. Rachunek na ponad 100 zł, kolejka, a tu niespodzianka. Poszliśmy z M. do bankomatu, jednego drugiego, trzeciego, żaden nie działał bo były zamraznięte... Pomyślałam że fajnie, zawsze sie wszystko jebie, kiedy coś próbuje zaplanować. W końcu wypłaciłam kase, wróciłam do sklepu po zakupy zapłaciłam i poszłam do domu. Na chate do nas wpadła D. ( moja i J-Z, M. znajoma). Szybko z dziewczynami ogarnęłyśmy chate, siebie i czekaliśmy na gości.

Pierwsi przyszli Z. i T. , potem przyszła K. która była sama... Zapytałam czemu bez T. a ona na to że on jednak pojechał na jakąś impreze do kumpla (pomyślałam w duchu : omg, to na chuj mi zawracałaś głowe i mnie wkurwiałaś ?!? ).

K. nie kupiła alkoholu jak zapowiadała, tylko kupiła mi i Z. po różyczce ( ponieważ zapomniała o Z. urodzinach, nad czym Z. bardzo ubolewała). Ale za to Z. i T. upiekli mi tort co było ich wspólnym planem z J-Z. i M. tort był marchewkowy (!) i przepyszny. Były świeczki i odśpiewane Sto lat. Potem usiedliśmy do palenia, a potem picia ( bo najpierw sie pali, potem pije, nigdy na odwrót, bo inaczej zgon, zapamiętajcie :P ). D. też dała sie namówić by na troche zostać.

Generalnie było przesympatycznie. Goście zmyli sie około 2:30. Ja położyłam sie spać o 3. byłam padnięta, a na drugi dzień trzeba było iść na zajęcia :D ale dałam rade. A na drugi dzień miał być  prawdziwt dzień moich urodzin.

18:07, poprostu.aga
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lutego 2012

Nie każdy lubi jeżdzić komunikacją miejską. Ja sama też nie zawsze preferuje ten rodzaj transportu :P Oczywiście z różnych powodów, wśród których moge wymienić np. płaczące, nie... sorry... wrzeszczące i rozpieszczone dzieci, pijani menele którzy sprawiają wrażenie że za chwile będą hatfować, wtedy gdy jest ścisk też nie bardzo mam ochote jeździć tramwajem.

Ale standartowo, ostatnimi czasy zauważyłam że jeżdzenie tramwajem sprawia mi może nie tyle przyjemność, co jest to jedna z chwil kiedy jedyne co moge robić to myśleć o życiu. Przecież nie będę oglądać widoków... znam je na pamięć. Droga do pracy i spowrotem to czas kiedy obmyślam plan. Plan życia. Nie. Inaczej. To nie jest plan, to coś w rodzaju przeżywania ostatnich dni na nowo, analiza co mogło pójśc źle, co trzeba będzie naprawić, oraz próba przewidzenia co nastąpi teraz i opracowanie planu A i planu awaryjnego na wszelki wypadek.

Brzmi dziwnie, wiem. Wiem też, że wielu rzeczy nie da sie przewidzieć, nie mówiąc już o kontroli, ale mam ostatnio nieodparte wrażenie że tracąc kontrole teraz moge sobie sama niezłych kłopotów narobić. To już nie ten czas kiedy mieszkałam z rodzicami i jedynym moim obowiązkiem i troską był uniwerek. Mam na głowie więcej spraw z którymi musze poradzić sobie sama i chce sobie sama radzić, ale nie byle jak, tylko najlepiej jak potrafie. Dlatego analizuje i myśle, obmyślam i wyciągam wnioski. A droga do pracy w tramwaju, w połączeniu z słuchawkami w uszach z dobrą muzyką to odpowiednia dla mnie chwila by takie obmyślania robić. Myśle o tym co musze zrobić, co kupić, z kim i kiedy sie spotkać.

Natomiast kiedy wracam z pracy ( też komunikacją miejską ) i jestem zmęczona to wspominam. Wspominam ludzi, sytuacje, podziwiam widoki ( zwłaszcza jak wracam z ranki lub z nocki, przejeżdzając przez Most D. moge podziwiać zachód i wschód słońca).

Czasem mam wrażenie że za dużo myśle, ale z drugiej strony to mi daje ( może fałszywy) pewien rodzaj spokoju, że mam wszystko pod kontrolą i moge bez obaw działać dalej. Nie zostawiam niczego  nierozwiązanego z tyłu, by  nie narobić sobie zbędnych zaległości. Biore co daje los, przerabiam na swoje, wyciągam co najlepsze i pre do przodu. Jak narazie mi wychodzi. Ale jak długo będzie wychodzić ? Nie wiem. Dlatego jadąc tramwajem obmyślam plan. I tak historia tej notki zatoczyła koło.

11:11, poprostu.aga
Link Komentarze (2) »
niedziela, 29 stycznia 2012

Na zajęciach o tematyce gospodarczej z jednym z moich ulubionych wykładowców dane mi było obejrzeć kilka dokumentalnych filmów, które naprawde wpłynęły na moją świadomość.

Wiedząc że nie każdy może sie tym interesować, chce Was zachęcić do obejrzenia 3 filmów, naprawde dobrych filmów i zrozumiałych przede wszystkim, które mogą Wam otworzyć oczy na pewne sprawy, lub poprostu wyjaśnić Wam pewne kwestie o któych wiele sie mówi, ale nie znamy ich przyczyn ( np. kryzys finansowy z 2008 roku ).

Jeśli będziecie mieli chwile czasu, będziecie sie nudzić i nie będziecie wiedzieć co możecie sobie obejrzeć, polecam Wam te filmy:

1) Inside Job - "Film nagrodzony Oscarem, to pierwszy materiał filmowy dokumentujący szokującą prawdę o kulisach kryzysu ekonomicznego z 2008 roku. Globalna zapaść na rynkach finansowych, która przyniosła straty w wysokości ponad 20 bilionów dolarów, doprowadziła w rezultacie do utraty pracy i domów przez  miliony ludzi. Dzięki zakrojonym na szeroką skalę wnikliwym działaniom badawczym i wywiadom przeprowadzonym z głównymi graczami rynków finansowych, politykami i dziennikarzami, film pokazuje rozwój spekulacyjnych operacji finansowych i stojącego za nimi przemysłu finansowego. Rzuca również światło na wzajemne relacje i mechanizmy, które doprowadziły do skorumpowania działań politycznych, regulacyjnych i świata nauki. Narratorem filmu jest laureat Oscara Matt Damon" - www.kinomaniak.tv

2) Kapitalizm moja miłość- "Michael Moore z typową dla siebie przenikliwością, pasją i odwagą patrzy w oczy nieszczęściu, które dotknęło jego rodaków. Pyta, jak wysoką cenę Ameryka płaci za swoją miłość do kapitalizmu, za afekt, który kiedyś - stanowiąc budulec słynnego "amerykańskiego snu" - wydawał się tak niewinny. Dziś ów sen staje się koszmarem. Najbardziej osobisty film Moora, jego opus magnum, jest niczym reakcja bezwarunkowa. Dedykowany zwykłym ludziom, których życie legło w gruzach, został poświęcony globalnemu kryzysowi, druzgocącemu wpływowi wielkich korporacji na życie obywateli na całym świecie. Moore nie waha sie użyć mocnych słów: kapitalizm to zło, a zła nie można regulować, musimy je wyeliminować i zastąpić systemem, który jest dobry dla wszystkich, an tym polega demokracja ? mówi autor. Zło wg Moore'a reprezentują korporacje, fundusze powiernicze, które uprawiają hazard za pieniądze inwestorów. Reżyser pokazuje niebezpieczeństwo tkwiące w bliskiej relacji świata finansów i polityki. Zachęty by zwykli Amerykanie kupowali domy na kredyt, manipulacje wielkich korporacji? To wszystko doprowadziło do kryzysu, a w jego wyniku do bezrobocia" - www. filmweb.pl

3) Yes-Meni naprawiają świat - "Kiedy mężczyzna reprezentujący koncern Dow Chemical ogłosił na antenie BBC, że jego firma wypłaci odszkodowanie ofiarom spowodowanej przez siebie katastrofy ekologicznej, prowadzący program dziennikarz oniemiał ze zdumienia. Zrobimy to, co powinniśmy byli zrobić już dawno temu – zapewniał przedstawiciel koncernu. Po dwudziestu latach już mało kto liczył na to, że chemiczny gigant ukaże ludzkie oblicze. Euforia trwała jednak bardzo krótko. Firma szybko zdementowała informację, a BBC poprosiło o wyjaśnienia na antenie. Okazało się, że mężczyzna, który składał zaskakujące obietnice, nie ma z koncernem nic wspólnego. Chcieliśmy w ten sposób przypomnieć, że nikt dziś nie liczy się z ofiarami – wyjaśnił. „Czy można naprawić świat?” – proste, wręcz naiwne pytanie stało się kołem zamachowym działań dwóch alterglobalistów: Andy’ego Bichlbauma i Mike’a Bonanna. Duet wygłasza na przykład prowokacyjne przemówienie na konferencji firm naftowych, oferując nowy produkt – paliwo z… ludzkiego mięsa. Jako rzekomi przedstawiciele rządu USA, Yes-Meni obiecują oszukanym przez deweloperów mieszkańcom Nowego Orleanu uczciwe inwestycje. Zdemaskowani – wykorzystują zainteresowanie mediów do swoich celów. „Dokąd chciwość zaprowadzi ludzi?” – pytają. Po części dokument, po części mocumentary (fabularyzowany film dokumentalny) w stylu Michaela Moore'a, pełen humoru obraz ujmuje widza prostotą przekazu. Autorzy poruszają w nim najbardziej palące problemy współczesności: globalny kryzys, niesprawiedliwość społeczną, zagadnienia ochrony środowiska" - www.kinomaniak.tv

 

Można te filmy obejrzeć tez na Youtube. W częściach ale tez są wersje w całości. Naprawde polecam te filmy i licze że je obejrzycie. Nie będziecie żałować.

15:40, poprostu.aga
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 stycznia 2012

Jako że, okazało się że poprzednia impreza nie była pożegnalną imprezą I.Z, musiałyśmy ponownie wyciągnąć ją na taką właśnie impreze. Wróciłam w sobote rano z nocki, a kiedy wstałam popołudniu dostałam smsa od Tikitaków że jest chora, że złapała ją grypa jelitowa i nie da rady iść na impreze. Ostatecznie miałyśmy imprezować z I.Z, jej M ( która też kiedyś z nami pracowała) i jej kumplem z miasta rodzinnego - Łukaszem.

Ustawiliśmy sie na befor'a u mnie jak zwykle o 20:30, ale że I.Z sie zajebała w akcji i pomyliła miejsca mojego zamieszkania, ekipa pojawiła się u mnie przed 22:00. Zdążyliśmy tylko wypić po 2 shoty i na impreze. Po drodze sie okazało że M. jednak nie idzie z nami, ponieważ jest spłukana, a myślała że pójdziemy gdzieś gdzie będzie wejście za free ( taaa.. jasne.. w sobote... dobry klub w dużym mieście i wstęp za free... ), więc ustawiła sie z jakąś inną kumpelą i zostaliśmy w ten sposób w trójke. Nie bardzo mnie to cieszyło, bo czułam sie troche jak piąte koło u wozu, zwłaszcza że I.Z mi powiedziała że ona i Łukasz zaczęli kręcić...

Dzień wcześniej ( jeszcze jak byłam w pracy na nocce, z piątku na sobote ) napisał do mnie G. czy gdzieś imprezuje. Napisałam że nie mam tak dobrze jak on, że jestem w pracy etc. Okazało sie że na drugi dzień on chyba nadal będzie w Pzn i żebym sie odezwała do niego wieczorem to jeśli plany nie ulegną zmianie to możemy sie ustawić. Tak też zrobiłam, kiedy wylądowaliśmy z I.Z i Łukaszem w Czekoladzie. Niestety okazało sie że jednak G. jedzie bo Białego. Pomyślałam że to chyba jakiś znak, że ciągle coś wypada albo nie wychodzi i nie możemy sie spotkać i że jak tak dalej pójdzie to sie już raczej nie spotkamy.

Sama impreza była średnia. Te 2 shoty i potem piwka troche mnie zmuliły i generalnie najchętniej chciałam iść spać, ale jeszcze sie troche pobawiłam a około 2 I.Z stwierdziła że czas sie zmywać, bo ona i Łukasz wczoraj mieli mega popijawe i też są padnięci.

 

 

Pojechałam do domu sama, troche dziwnie mi sie wracało samej, ale jak już weszłam na chate, marzyłam tylko o tym by walnąć sie na wyrko i zasnąć. Ani J-Z. ani M. nie było w domu więc miałam całą chate wolną. Szybko zasnęłam. Obudził mnie telefon około 6 rano. Odebrałam nie patrząc na wyświetlacz kto dzwoni. Na początku nie poznałam głosu... to był G:

G: cześć, co robisz ?
Ja: śpie, jakiś czas temu wróciłam z imprezy, a Ty już w Białym, czy w drodze?
G: nie pojechałem, moge wpaść?
Ja: Jasne, wpadaj.
G: Niedługo będę.

Leżałam w łóżku i nagle przez głowe przeleciało mi jedno wielkie " Fuck !!!!" . Dlaczego ? Ano dlatego że kiedy sie lekko rozbudziłam, przypomniałam sobie że mam niezły burdel na pokoju po tym jak wrócilam z imprezy i porozrzucałam ciuchy :P Szybko wstałam i ogarnęłam syf, zdążyłam jeszcze wskoczyć w dres ( lepsze to niż pidżama :P ). Pare minut później usłyszałam dzwonek do drzwi. W wejściu stał G. z małą różyczką. Wpuściłam go, a on dał mi kwiatka przy okazji przepraszając że ostatnim razem nie wpadł bo sie najebał. Przyjęłam kwiatka, ale nie zdążyłam nic więcej zrobić, bo G. od razu do mnie podszedł i mnie pocałował.

Tym razem nie musiałam sie hamować, bo nikogo nie było w domu, a to że obudze sąsiadów jakoś w tym momencie przestało mnie interesować. Było mi zbyt dobrze, by sie przejmować tym, że moje krzyki są za głośne. Tak jak za pierwszym razem, ten tez był zajebisty :D a to że później sobie sympatycznie rozmawialiśmy tylko dodało uroku. Niestety około 8:00 G. sie zmył ponieważ miał casting w Teatrze do jakiegoś nowego programu tantecznego który wymyślił Polsat. Nie chciał iść na casting, ponieważ stwierdził że i tak nie przejdzie, bo jeden juror go zna i chyba za nim nie przepada, ale namówiłam go żeby poszedł, bo może nie wygra, ale przynajmniej pokaże co potrafi. Castingi miały sie zacząć chyba od 9:00, więc G. szybko sie ubrał, ogarnął i powiedział że w takim razie jedzie. Na pożegnanie oczywiście namiętny całus i tyle go widziałam. Już sie nie położyłam, byłam zbyt pobudzona, zaczęłam coś czytać na kompie i przypadkiem spojrzałam w lusterko... to co zobaczyłam mnie przeraziło, w głowie znowu pojawiło sie jedno wielkie, krzyczące "FUCK!" . Na mojej szyi z dwóch stron widniały dwie wielkie malinki. Pisząc wielkie wcale nie przesadzam, one naprawde były wielkie, tzn ja nigdy takich na sobie nigdzie nie nosiłam :P a przecież na drugi dzień miałam iść do pracy :E Dobrze że miałam w szafie jakiś golf :P

Co ciekawego, kiedy już leżeliśmy z G. powiedziałam mu że myślałam że już sie nie spotkamy bo on nie bezie przyjeżdzał do Pzn. A co sie okazało, będzie przyjeżdzał przynajmniej raz w miesiącu ponieważ będzie prowadził jakieś zajęcia z tańca :D Czyż to nie fantastyczna wiadomość ? :D

 

 

20:47, poprostu.aga
Link Komentarze (4) »
piątek, 20 stycznia 2012

" Powiedział Jaś do Małgosi: rzucajmy okruszki żebyśmy dzięki nim znaleźli drogę powrotną, bo zgubienie własnej ścieżki to najgorsze co może sie nam przytrafić.

 

Utrata drogi w czasie podróży jest nieszczęściem, ale utrata sensu podróży jest prawdziwą tragedią.

Czasami wędrujemy samotnie, czasami ktoś inny przejmuje stery i nasze serce, czasami kiedy docieramy do celu okazuje się że nie jesteśmy sobą...

Kiedy upadniesz masz dwie opcje: odnaleźć swoją dawną osobowość lub stracić ją na zawsze, bo czasami musisz stać sie kimś innym, musisz jednak pamiętać kim byłeś, kim chciałeś być, kim jesteś... " 1

 

1- One Tree Hill

 

12:15, poprostu.aga
Link Komentarze (2) »
środa, 18 stycznia 2012

I.Z z którą pracowałam miała wyjechać do Niemiec do pracy, więc razem z M. ( Tikitaki - tak na nią mówie ) chciałyśmy ją wyciągnąć na pożegnalną impreze. Specjalnie z Tikitakami wzięłyśmy sobie wolne 3 stycznia żeby móc spokojnie zaimprezować.

 

Wieczorem dziewczyny wpadły do mnie z litrowym martini, które całe wypiłyśmy, ściągnęłyśmy po buchu palenia,  pogadałyśmy i poszłyśmy do Terytorium na Czarny Poniedziałek. Po drodze, w tramwaju grałyśmy w różne gry, żeby sie lepiej poznać, np. grałyśmy w "Nigdy". Dla niewtajemniczonych : jedna osoba mówi czego nigdy nie robiła, jeśli reszta osób to robiła to milczy, a jeśli nie robiła to mówi że też nie robiła. Można to połączyć z piciem wódki - tzn. jak ktoś robił to o czym mówi pierwsza osoba, musi wypić kolejke :P

 

Kiedy dotarłyśmy na miejsce, okazało sie że leci super muza, więc od razu wbiłyśmy na parkiet. Potem przerwa na piwko  i znowu. W między czasie przyczepił sie do nas pewien koleś, który na pierwszy rzut oka wydawał sie spoko, ale kiedy zaczął sie powtarzać i mówić w kółko o tym samym chciałam sie znaleźć daleko od niego :E w pewnym momencie przeniosłyśmy sie na loże w sali obok i tam grałyśmy w "Pytanie lub Wyzwanie". Do naszego stolika dosiadło sie trzech Włochów i  zaczęliśmy grać w "Butelke" ( za butelke posłużyła nam paczka papierosów :P). Na zmiane losowaliśmy osobe, całowaliśmy ją ( dziewczyny z dziewczyanmi i chłopcy z chłopcami też :D ) , a potem sobie gadaliśmy. Potem na chwile my poszłyśmy ponownie na parkiet i zgubiłyśmy Włochów, którzy znaleźli sie dopiero pod koniec imprezy i znowu sie do nas przysiedli, ale wtedy już tylko rozmawialiśmy, zwłaszcza ja i Tikitaki, bo I.Z odpadła, dosłownie spała na mojej lewej piersi :P

 

Przez ostatnie pół roku tyle nie rozmawiałam po angielsku co przez ten cały wieczór... Najbardziej rozmowny był Simone, bo najbardziej znał angielski, spokojny, ale bardzo sympatyczny facet. Za to najprzystojniejszy był Stefano, ale za to roztrzepany i pełno go było wszędzie. Najspokojniejszy był Domenico, który nie znał angielskiego, więc sie nie udzielał i w dodatku miał strasznie obciachową koszule, typowego macho, ale wyglądał w niej bardziej jak gej :E W ogóle na tej imprezie bylo mnóstwo Włochów, więcej było cudzoziemców niż Polaków, ale to było ZAJEBISTA impreza. Wyszalałyśmy sie z dziewczynami i mimo że nie znamy sie długo to czułam sie przy nich bardzo swobodnie, bo obie dziewczyny są szalone i pokręcone, może dlatego kiedy z Tikitakami dostałyśmy wyzwanie od Włochów że mamy sie pocałować z języczkiem w trakcie butelki, wcale nam to nie przeszkadzało :P

Zawsze chciałam spróbować, jak to jest całować sie z kobieta i stwierdzam że było to przyjemne ;)

Wytańczyłam sie, uśmiałam sie do bólu, poćwiczyłam język obcy, zapoznała kilkoro nowych fajnych ludzi czyli zdecydowanie moge powiedzieć że to kolejna EPICKA impreza którą przeżyłam. Hell Yeah ! :D Królował na parkiecie Sean Paul, w końcu to Czarny Poniedziałek ;)

 

00:31, poprostu.aga
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 stycznia 2012

George Bernard Shaw napisał:

" W życiu mogą wydarzyć sie dwie tragedie : jedna z nich to utrata pragnień serca, druga to ich przyrost."

 

"Tragedie się zdarzają. I co zrobicie? Poddacie się ? NIE. Jeśli wasze serce jest złamane musicie walczyć do utraty tchu, żeby sie upewnić że żyjecie, bo żyjecie a bół który wam dokucza nazywa sie życiem. Zamieszanie i strach przypominają wam że gdzieś tam jest coś lepszego, coś o co warto powalczyć.

Czasami zdobywamy wszystko czego chcieliśmy, ale tracimy nawet więcej gdzieś po drodze.

Kiedy dązymy do rzeczy których pożądamy, które naszym zdaniem polepszą nasze życie: pieniądze, popularność, sława to zapominamy o tym co naprawde sie liczy, o prostych sprawach jak przyjaźń, rodzina, miłość, o rzeczach które prawdopodobnie już mieliśmy.

 

Tak, utrata pragnień serca jest tragedią, ale ich zyskiwanie to wszystko o czym można marzyć"  1

 

 

 

1- One Tree Hill

 

 

16:28, poprostu.aga
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 stycznia 2012

Dzień przed sylwestrem wróciłam z pracy wieczorem, w zasadzie póżnym wieczorem bo około 23:00. Jako że przez cały tydzień ja i J-Z. sie mijałyśmy bo chodziłyśmy na różne zmiany, stwierdziłyśmy że posiedziny troche razem. Siedząc tak u J-Z. i M. w pokoju usłyszałam że ktoś do mnie dzwoni, ale totalnie nie chciało mi sie specjalnie wstawać i iść do mojego pokoju po telefon, więc stiwerdziłam że to pewnie ktoś ze znajomych, bo mama nie dzwoniła by o tej porze, więc idąc dalej tym tokiem myślenia, stwierdziłam że ten ktoś napisze smsa, a jeśli to coś pilnego to będzie sie dobijał, a wtedy odbiore.

 

Przez kilkanaście minut był spokój, poszłam do kuchni sobie zrobić herbate i usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa, a po chwili że ktoś dzwoni. Nie mógłbyć to ktoś z przyjaciół, bo każdy ma ustawiony inny dzwonek przyporządkowany do swojej osoby, ten dzwonek który słyszałam był ogólny. Byłam ciekawa kto tak sie do mnie dobija, więc poszłam do pokoju.

 

Wzięłam do ręki telefon i on znowu zaczął dzwonić. Patrze na wyśtwietlacz a tam "G." . Byłam w szoku, że to on dzwoni. Odebrałam, ale on sie rozłączył. Pomyślałam pewnie puścił mi głuchego żebym odpisała na smsa. Weszłam więc do skrzynki odbiorczej by zobaczyć co on mi tam napisał. Patrze a tam to :

G: Co robisz ?

Więc odpisałam:

Ja: Obczajam sobie strój na jutro na sylwka ;) a co u Ciebie ?

I tak poleciało:

G: Dobrze, właśnie wchodze do Czekolady, myślałem że będziesz jak ostatnio...
Ja: Nie, co Ty. Dzisiaj nie dam rady, niedawno wróciłam z pracy i jestem lekko padnięta, a musiałabym jeszcze zjeść i sie wykąpać, a Ty na długo przyjechałeś do Pzn ? Jak chcesz to wpadnij na kawe :D
G: Dzisiaj jestem ale jutro już jade, więc tylko dzisiaj mam czas. Mam wpadać ;)?
Ja: No jasne, jeśli masz ochote to wpadaj ;)
G: Ale musisz mi adres podać.

Podałam mu adres i zapytałam kiedy mniej więcej sie go spodziewać.

G: Pewnie za godzine jakoś ;)

Kiedy powiedziałam J-Z. że chyba G. wpadnie, zaczęła sie ze mnie śmiać, że szybka jestem etc., ale stwierdziła że może warto kupić po jakimś piwku albo innego alkholu żeby sobie usiąść najpierw w czwórke ( ona i M. by mogli obczaić kim jest G. :P ) a potem każda z par rozejdzie sie do siebie :P Stwierdziłam że można tak zrobić, że ja nie bede piła , bo jeśli skończy sie tak jak ostatnio to alkohol przed nie jest wskazany, ale że warto coś postawić. Tak więc J-Z. poszła do monopola  i ogarnęła kuchnie, a ja w tym czasie zdążyłam ogarnąć swój pokój i sie wykąpać. Minęło 40 min i razem z J-Z. i M. przenieśliśmy sie do kuchni. Minęła godzina, a od G. zero odezwu. Nagle dostałam smsa :

G: Wybacz, ale chyba jednak nie wpadne, bo mnie chłopaki do kufla zaciągneli i nie wiem kiedy skończymy, jeszcze dam znać jak to ogarnę.
Ja: Spoko, to umówmy sie że masz godzine, potem wybacz ale pójde spać, bo jestem po pracy i nie mam siły czekać na Ciebie pół nocy :P
G: Ok ;)

W zasadzie już wiedziałam że G. nie przyjdzie i byłam troche zła.. no może nie zła, co rozczarowana troche. Usiedliśmy z J-Z. i M. wypiliśmy po kilku drinach, pogadaliśmy, pośmialiśmy sie było spoko i nawet mi ta delikatna złość na G. przeszła, bo pomyślałam sobie co ja bym zrobiła na jego miejscu, gdybym przyjechała z innego miasta do Pzn i spotkała swoje dziewczyny... pewnie wybrałabym tak samo jak on, więc ta wystawka została mu darowana.

I tak już sie miło zaskoczyłam że w ogóle do mnie napisał. Po ostaniej naszej wymianie sms, kiedy na moje pytanie kiedy będzie w Pzn, żeby wyskoczyć gdzies na piwo, napisał " dam znać, jak coś", co odczytałam jako delikatną sugestie że nie da znać, no bo chyba na tym takie znajomości polegają, a tu prosze... niespodzianka ;)

Może innym razem jednak to dojdzie do skutku, kto wie.

15:49, poprostu.aga
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25