PustaMiska - akcja charytatywna
Myśle jedno. Robię drugie. Mówie trzecie. Czwarte wiem. Piąte przeczuwam. Jestem kobietą.
Blog > Komentarze do wpisu

Impreza urodzinowa

W tym roku postanowiłam urządzić małą impreze z okazji 23. urodzin. Miała być Z. ze swoim T., K., J-Z. i M., P., Tikitaki, mój kumpel z LO i studiów Sus no i G. ( zakładając że będzie wtedy w Pzn). Napisałam do większości ponad tydzień przed urodzinami, żeby mieli czas sie zastanowić i dać  mi znać czy bedą mieli czas wpaść etc.

P. miała być, bo w ten weekend akurat miałyśmy zajęcia, J-Z. i M. to wiadomo - mieszkamy razem, Z. i jej T. dali od razu mi znać że będą. Tikitaki też miała być. Najcięższa sytuacja była z K.

Pare dni wcześniej, Z. próbowała sie dodzwonić do K. Nie dało rady. Zła Z. napisała do mnie, że nie podoba sie jej takie traktowanie nas przez K., że nie odpisuje na smsy, albo odpisuje po 3 dniach, nie oddzwania albo nie odbiera. W końcu Z. udało sie dodzwonić do K. Kiedy Z. powiedziała co jej sie nie podoba, na to K. odpowiedziała że nie miała czasu żeby odpisać czy oddzwonić ( taa... odpisanie na smsa to max 2 minuty ), że chce spędzać czas ze swoim nowym chłopakiem T. ( taa.. jak pisałam... odpisanie na smsa to 2 minuty) i w ogóle mnóstwo dziecinnych wymówek. Śmiać mi sie z tego chciało, że tak tłumaczy sie ponoć dorosła kobieta. Nevermind. Napisałam do Z., że jesli K. woli faceta z którym jest miesiąc od przyjaciółek które zna od 15 lat, to ja tu nic więcej zrobić nie mogę. Mogłabym gdybym zawiniła i zachowanie K. było by następstwem moich poczynań, ale skoro ani ja, ani Z. nie zrobiłyśmy nic złego, to z jakiej racji ja mam ciągle wyciągać reke i sie starać o kapke uwagi i czasu ? Byłam zła na K. Napisałam jej smsa dotyczącego urodzin i czekałam na odpowiedź. Ja też musiałam czekać 3 dni. W końcu dostałam wiadomość że sie pojawi. Ok.

Wszystko zaczęło sie sypać w dzień urodzin.

G. nie miał w planach być w Pzn, więc nawet nie pisałam że chce go zaprosić an urodziny, tylko napisałam że jak będzie w Pzn, żeby dał znać, bo można sie spiknąć. Potem odpadła Tikitaki, która stwierdziła że jest zmęczona po swoich zajęciach.
Przesunęłam impreze z 20:30 na 21:00. Napisałam do wszystkich, okazało sie że Sus, jest u nas w mieście, więc go nie będzie na urodzinach. Na dodatek ciśnienie mega podniosła mi K. która napisała że 21:00 to późno troche bo ona chciała wracać ostatnim dziennym tramwajem do domu ( po 22:00). Zapytałam jej : to w takim razie na ile planowała wpaść ? Na godzine ?!? Ona na to że powinnam sie cieszyć, że w ogóle będzie, ponieważ ( UWAGA) jest przeziębiona... Stwierdziłam... aha.. ok.. whatever. Powiedziałam że decyzja w takim razie należy do niej. Potem jeszcze napisała mi czy może wpaść ze swoim T. No myślałam że jebne.

Po to właśnie pisałam do wszystkim ponad tydzień wcześniej żeby uniknąć takich sytuacji i zmian, bo ponad tydzień czasu to wystarczająco by sie zdeklarować czy sie wpadnie czy nie, jeśli tak to czy z kimś czy nie, a ona mi wyskakuje 2h przed imprezą że chce z kimś przyjść. I nawet nie chodziło o to że go nie znam i mam coś do kolesia, ale chodzi o szacunek dla mnie i mojego czasu.Oczywiście nie pomyślała że ja to mogłam inaczej zaplanować, tylko liczyło sie to, że nie można sie rozstać na kilka godzin z nowym chłopakiem... Napisałam że może przyjść pod warunkiem że jeśli pije to K. weźmie dla niego kieliszek, bo nam sie potłukły i musiałam przywieźć z domu i mam odliczoną ilość bo nie wiedziałam że będzie ktoś więcej ( wiedzialam kto będzie pił a kto nie, więc mogłam odliczyć ).

Dalej. P. skończyła zajęcia troche wcześniej ode mnie. Jakiś czas wcześniej ustawiłam sie z P. J-Z. i M. że przez to że ja przyjade na styk imprezy oni uszykuja wszystko. Tzn, poustawiają na stole, bo wszystko było już kupione oprócz alkoholu, który miałam kupić wracając do domu.

Kiedy weszłam na chate, faktycznie J-Z. z P. coś tam ustawiały u mnie w pokoju, ale na wejściu wręczono mi śmieci żebym wyniosła, ok, mogłam to zrobić, ale potem poprosiłam żeby ktoś ze mną szedł po alkohol, bo miałam zamiar kupić kilka flaszek plus popita, więc sama sie nie udzwignę,  na co usłyszałam od P : to najwyżej skoczysz na dwa razy ( najabrdziej mnie wkurwił olewczy ton z nutą uśmiechu na twarzy, kiedy ja wchodze zmarznięta i zmęczona po całym dniu na uczelni).... Wkurwiłam sie tym głupim tektem, ale stwierdziłam że mam wyjebane. Poszłam do M. zapytałam czy on mi pomoże z tym alkoholem. Zgodził sie, ale najpierw nałożył mi na talerz kolacje, bo cały dzień nic nie jadłam i poszliśmy. Na miejscu okazało sie że kasa odrzuca moją karte... a gotówki nie miałam. Rachunek na ponad 100 zł, kolejka, a tu niespodzianka. Poszliśmy z M. do bankomatu, jednego drugiego, trzeciego, żaden nie działał bo były zamraznięte... Pomyślałam że fajnie, zawsze sie wszystko jebie, kiedy coś próbuje zaplanować. W końcu wypłaciłam kase, wróciłam do sklepu po zakupy zapłaciłam i poszłam do domu. Na chate do nas wpadła D. ( moja i J-Z, M. znajoma). Szybko z dziewczynami ogarnęłyśmy chate, siebie i czekaliśmy na gości.

Pierwsi przyszli Z. i T. , potem przyszła K. która była sama... Zapytałam czemu bez T. a ona na to że on jednak pojechał na jakąś impreze do kumpla (pomyślałam w duchu : omg, to na chuj mi zawracałaś głowe i mnie wkurwiałaś ?!? ).

K. nie kupiła alkoholu jak zapowiadała, tylko kupiła mi i Z. po różyczce ( ponieważ zapomniała o Z. urodzinach, nad czym Z. bardzo ubolewała). Ale za to Z. i T. upiekli mi tort co było ich wspólnym planem z J-Z. i M. tort był marchewkowy (!) i przepyszny. Były świeczki i odśpiewane Sto lat. Potem usiedliśmy do palenia, a potem picia ( bo najpierw sie pali, potem pije, nigdy na odwrót, bo inaczej zgon, zapamiętajcie :P ). D. też dała sie namówić by na troche zostać.

Generalnie było przesympatycznie. Goście zmyli sie około 2:30. Ja położyłam sie spać o 3. byłam padnięta, a na drugi dzień trzeba było iść na zajęcia :D ale dałam rade. A na drugi dzień miał być  prawdziwt dzień moich urodzin.

sobota, 11 lutego 2012, poprostu.aga